Krótko przystrzyżona czy bujnie rosnąca? Trawa w mieście to temat dyskusyjny, bo dla jednych ważniejsza jest estetyka, a dla innych ekologia. W Pile w tym roku trawa będzie ścinana maksymalnie cztery razy. To nie tylko korzystne dla budżetu, ale także dla środowiska - przekonują urzędnicy.
Kosić czy nie kosić, oto jest pytanie...
- Uważam, że powinni kosić. Będzie wysoka trawa, będzie masa kleszczy i nawet nie będziemy mogli się przespacerować - mówi nam jedna z pilanek.
- Najlepiej skoszone. Jak ktoś jest alergikiem to gorzej przechodzi niż normlany człowiek, ale to paliwo też szkodzi dla dzieci szczególnie - dodaje druga.
- Sądzimy, że na razie nie powinno się kosić, bo wilgoć zostaje w glebie, jeżeli jest warstwa, poza tym różne owady się gnieżdżą w tym - przekonuje pilanka.
- Nie mam za dużo tego deszczu, śniegu nie było i ziemia nie przyjęła tej wody. Chwile popada i wszystko zaraz paruje. Lepiej, żeby zostało, jak jest - dodaje pilanin.
Pilski Zarząd Dróg i Zieleni kilka lat temu, podjął decyzję o ograniczeniu koszenia trawników i skwerów w mieście.
- Za każdym razem staramy się to wyważyć, żeby mieć na uwadze estetykę i bioróżnorodność - przekonuje Rafał Lisiecki, zastępca dyrektora Zarządu Dróg i Zieleni w Pile.
Nie oznacza to jednak, że trawniki nie będą przycinane wcale. Pierwsze koszenie odbyło się już przed majówką.
- Planujemy w tym roku maksymalnie cztery koszenia w większości miasta. Mamy tutaj wyjątki w częściach reprezentacyjnych, takie jak ścisłe centrum czy parki oraz akie obiekty jak skateplaza, które cieszą się dosyć dużą popularnością - wyjaśnia.
Będą i takie miejsca w Pile, gdzie koszenie traw będzie rzadsze.
- To jest powierzchnia około 700 tys. m kw. która jest wyłączona z tego regularnego koszenia. Mamy tam dopuszczone dwukrotne koszenie. Są to różne rejony w poszczególnych częściach miasta - dodaje Rafał Lisiecki, zastępca dyrektora Zarządu Dróg i Zieleni w Pile.
Ekolodzy od lat apelują, by ograniczyć częstotliwość koszenia traw także na działkach czy przydomowych trawnikach. Przez regularne przycinanie trawnika do samej ziemi, nie tylko robi się z niego wysuszona pustynia, ale zanika na nim także jakiekolwiek życie.
- Nie jesteśmy tutaj sami. Wokół nas są oczywiście pszczoły, wszelkie inne owady, małe ssaki. Jesteśmy po prostu częścią środowiska - mówi Bożena Wola, prezeska Fundacji Pszczoła.
Gdy na takim trawniku nie ma kwiatów, nie ma też owadów. Przez to jest mniej ptaków, bo mają mniej pożywienia. I tak koło się zamyka.
Komentarze