Parlament Europejski przegłosował dokument dotyczący norm emisji spalin dwutlenku węgla przez nowe samochody. Oznacza to, że po 2035 roku nie kupimy już aut z silnikami benzynowymi czy diesla. Ma to być koniec epoki tradycyjnych samochodów spalinowych.
Europa jest dziś liderem produkcji samochodów spalinowych. Niebawem ma się to zmienić. Od 2035 roku opuszczające fabryki samochody będą autami o napędzie elektrycznym, wodorowym lub na paliwa syntetyczne. Europejski plan zazielenienia transportu przewiduje obniżenie emisji dwutlenku węgla przez osobówki nawet o 55 proc. Producenci aut ze Starego Kontynentu stoją więc przed transformacją elektryczną.
- Musimy odchodzić od aut spalinowych i paliw kopalnych, ale jeżeli nie będzie tanich alternatyw wobec samochodów spalinowych, tanich aut elektrycznych, dobrego transportu publicznego to sami staniemy na ulicy i wywalimy te regulacje w powietrze - mówi Maciej Gdula, poseł Lewicy.
Mieszkańcy naszego regionu nie ufają samochodom elektrycznym. W Polsce takich zarejestrowanych aut jest nieco ponad 30 tysięcy. Kierowcy obawiają się wysokich cen i długiego czasu ładowania. Nie bez znaczenia jest także słaba dostępność paliw syntetycznych.
- Dla mnie takie rzeczy jak żarcie robaków, zakaz samochodów spalinowych i inne bzdury co Unia próbuje u nas przepchać to kompletny idiotyzm - mówi mężczyzna.
- Myślę, że sprawa z elektryką jest dobrą, przede wszystkim ze względu na sprawy ekologiczne - dodaje kobieta.
- Jeżeli zakaz sprzedaży diesli ma się przenieść na elektryki to nie ma w Polsce infrastruktury - podkreśla.
A ta jest w tym przypadku najważniejsza. W Europie funkcjonuje około pół miliona publicznych punktów szybkiego ładowania. 50 procent z nich zlokalizowanych jest w Holandii i Niemczech. W regionie punkty ładowania samochodów elektrycznych powstały niedawno w Trzciance i Czarnkowie. W Pile już takie działają. Teraz ma stanąć stacja ładowania wodoru.
- Sieć ładowania i tankowania wodoru – bez tych nie będzie sukcesu samochodów elektrycznych czy wodorowych. Jeżeli użytkownicy nie będą mogli komfortowo przejechać Polski z końca na koniec, a Polska jest dużym krajem to po prostu nie będą chcieli tych samochodów kupować - mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Eksperci nie mają dobrych wiadomości. Według nich ceny e-samochodów nie będą spadały. Istnieje także obawa, że nasz kraj stanie się miejscem, gdzie z krajów wysoko rozwiniętych będą trafiać stare i zużyte auta spalinowe.
Komentarze